Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera


Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera


Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera


Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera
Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera


Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera


Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera


Przykład mapy odsyłaczy po stronie serwera



Na karpie z matchówką - trening w Ossowie

W czwartek, 19 maja, razem z Krzyśkiem Turkiem wybrałem się do Ossowa, aby na miejscowych stawach poćwiczyć metodę odległościową. Nastawialiśmy się na karpie, dlatego też przygotowaliśmy dość treściwe mieszanki (po około 15 litrów zanęty). Ja zmieszałem 2 paczki Lorpio GP Bream z zanętami Tomasza Nysztala - Karp i Lin-Karaś. Do całości dodałem pół puszki kurkurydzy i chlebek fluo. Krzysiek swoją zanętę oparł na Brudzie, Sensasie i Venire. Zanęta miała owocowy zapach i wydawała się być idealna na Ossów.

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny
W czerwonym wiaderku moja zanęta - w zielonym - Krzyśka


Całość przygotowaliśmy wieczorem, w przeddzień wyjazdu. Rano domoczyliśmy mieszanki, dodaliśmy parzone pinki i około 9:00 wyruszyliśmy nad wodę. Wybraliśmy stanowiska numer 49 (Krzysiek) i 50 (ja). Stawy wyglądały naprawdę pięknie - dookoła kładek wyrosła już trzcina, zrobiło się zielono, a łowisko zupełnie nie przypominało tego sprzed miesiąca.

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tak jak wspomniałem nastawiliśmy się na łowienie odległościówkami. Rozłożyliśmy po jednej wędce z 12-gramowym spławikiem. Po szybkim wygruntowaniu i odtłuszczeniu żyłki, zabraliśmy się za przygotowanie kul (choć bardziej pasuje określenie klusek), które chcieliśmy wystrzelić na nęcenie główne. Wykorzystaliśmy do tego niecałą połowę zanęty. Najpierw strzelał Krzysiek i wyszło mu to nawet nieźle.

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Co prawda kilka kul minęło, ale większość pofrunęła w okolice spławika. U mnie było podobnie, z każdym strzałem celność była lepsza. Nęcenie można było ocenić pozytywnie.

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Teraz przyszedł czas na łowienie. Pierwsze minuty uświadomiły nam, że łowienie wcale nie będzie tak proste jak mogło się wydawać. W celnym zarzucaniu zestawu i donęcaniu przeszkadzał dość silny wiatr (nie wiało ciągle, ale zdarzały się porywy, które przewracały wiaderka). Dopiero po 30 minutach Krzysiek złowił pierwszego leszczyka. Chwilę później dołowił kolejnego, podobnego... niestety karpie tylko wyskakiwały nad wodę i pokazywały grzbiety, żaden zaś nie interesował się naszymi przynętami.

Tekst alternatywny

Po upływie godziny Krzysiek miał 5 leszczy, ja 2 - bez rewelacji. Brania było ciężko dostrzec, ponieważ łowiliśmy daleko, około 30 metrów od brzegu, a woda przypominała rozsypany brokat, oczy bolały od samego patrzenia na taflę (wszystko przez ostre słońce). W drugiej godzinie wreszcie doczekałem się brania karpia. Po krókim holu w podbieraku miałem kilogramowego lustrzenia.

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Chwilę później złowiłem następnego... i tak zaczął się istny festiwal brań karpi. W ciągu góra 15 minut miałem na kiju 7 sztuk, z czego 5 udało mi się wyholować. Ryby miały od 1 do 1,5 kilograma.

Tekst alternatywny

Łowisko Krzyśka było jak zaczarowane, owszem łowił leszczyki, ale karpie tylko widowiskowo spławiały się obok jego spławika.

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

W trzeciej godzinie dołowiłem kolejne 2 karpie i kolejne 2 spiąłem. Miałem na kiju rybę, która urwała mi przypon 0,14 mm - nie wiem czy wynikało to ze zbyt mocno dokręconego hamulca, czy ryba była tak duża, ciężko powiedzieć. Udało się także Krzyśkowi, który złowił całkiem ładnego, ponadkilogramowego karpia.

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Po chwili dołowił blisko kilogramowego leszcza, zdecydowanie największego ze wszystkich złowionych tego dnia leszczy. Mi udało się trafić 2 sztuki po 600-700 punktów. W czwartej godzinie na moje konto trafiły kolejne 2 karpiki, znów niewielkie, ale dające mnóstwo frajdy podczas holu na matchówce. Ostatnia godzina pomimo częstego donęcania i prób zmiany gruntu oraz przynęty nie przyniosła rezultatów.

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Tekst alternatywny

Przyszedł czas na podsumowanie. Łowiliśmy bardzo podobnymi zestawami, wrzuciliśmy podobne zanęty, więc ciężko o wypracowanie jednoznacznej odpowiedzi dlaczego ja miałem na kiju 13 karpi, a Krzysiek jednego. Wędkarze łowiący na grunt notowali bardzo słabe wyniki co może świadczyć o tym, że karpie aktywnie przemeiszczały się po łowisku i często zbierały pokarm z powierzchni. Sam złowiłem kilka sztuk z opadu, miałem też niezacięte brania. Wniosek z tego taki, że powinienem spróbować łowić także nad dnem, a nie tylko z opadu. Ponadto przydałaby się grubsza antena, przy takim słońcu z pewnością przegapiłem sporo brań, świadczyły o tym zmiażdżone białe robaki i wielokrotnie zdjęta kukurydza.

Z treningu mimo wszystko mogliśmy być zadowoleni. Nie pojechaliśmy tam nałowić ryb, tylko poćwiczyć technikę zarzucania, zacinania, holu oraz strzelania z procy. Te punkty zostały zrealizowane, dodatkowo było nam dane solidnie się opalić, ponieważ słońce tego dnia tylko na kilka minut schowało się za chmurami. Kto wie, może to właśnie było przyczyną słabszego żerowania ryb...

Dodał: DF




Górek Gliny

Niwa

Niwa

Sklep Łowisko Net

Portal Wyczyn.fora.pl

Wyczyn Frix

Lubelski Portal Wyczynowy

Portal Matchfishing.pl

Niwa

Sklep Górek Gliny

Niwa



Portal Matchfishing.pl